“Martysia” autor Marta Psuja

Autentyczna opowieść autorki o jej osobistych przeżyciach. Autorka w wieku 85 lat postanowiła opowiedzieć czytelnikowi o swoim życiu. Jak sama stwierdza, życiu zwyczajnej dziewczynki, zwyczajnego człowieka, ale czy tak do końca zwyczajnym ? Przecież dzieciństwo, które przypadło na okres wojny, trudno nazwać zwyczajnym. Autorka rozpoczyna swoją historię w 1935r., kiedy mała Martysia, jak ją wszyscy nazywali, ma zaledwie cztery lata. Martysia wraz z rodzicami mieszka w Dąbrowie. Jest to mała wieś, która jak twierdzi autorka, ukształtowała jej życie. Ojciec rodziny zostaje powołany do obrony ojczyzny, a matka wraz z czterema córkami pozostają w domu. Żyje się im coraz trudniej bo nie mają pieniędzy. Można powiedzieć, że udaje im się przetrwać tylko dlatego, że maja krowę. Ta jednak wkrótce zostaje im zabrana.

Jak poradzi sobie samotna kobieta z dziewczynkami? Czy uda się jej przetrwać wojnę wraz z wszystkimi członkami rodziny?

Dzieciństwo

Początkowe lata życia Martysi robią na mnie niesamowicie smutne wrażenie. Autorka miała niewątpliwie trudne dzieciństwo. Nie da się inaczej tego ująć. Dziecko pozbawione ukochanego ojca, na powrót którego wiecznie czekało. Dziecko, które od najmłodszych lat borykało się z głodem, łatwego dzieciństwa niewątpliwie, nie miało. Myślę, że wspomnienia takiego dzieciństwa są bardzo bolesne. Rozumiem, więc chęć autorki do podzielenia się nimi z innymi.

Martysia jest coraz starsza, ale sytuacja jej rodziny jakoś się nie poprawia. Ojciec nadal nie wraca z wojny, a matka jest wiecznie smutna i zatroskana o byt swoich dzieci. Wojna dobiegła końca a sąsiedzi Martysi zaczynają wyjeżdżać na ziemie odzyskane. Tak też stało się z kuzynostwem Martysi, którzy zabrali ze sobą jedną z jej sióstr. Pewnego dnia Martysia wyjeżdża na wakacje do tego kuzynostwa. Tym sposobem dziewczynka trafia do niewielkiego Sztumu. Po wakacjach zdecydowała, że mimo ogromnej chęci do pozostania w Sztumie, wróci do Dąbrowy aby pomagać matce.

Co z tego wyniknie? Czy dziewczynka nie będzie  tęsknić za tym czego doświadczyła w Sztumie, gdzie żyło się jej zdecydowanie lżej. Może mamie z pozostałymi córkami uda się osiedlić w Sztumie.

Droga do szczęścia

Doświadczenia życiowe bohaterki bardzo mnie poruszają. To dziecko, a później już młoda kobieta doświadczyło w życiu bardzo wiele. Ogromna tęsknota za ojcem, bieda i ciągła walka o byt, bardzo mocno ją ukształtowało. Już nigdy nie udało się jej na pewne rzeczy spojrzeć z perspektywy beztroskiego dziecka. Stała się taką małą-dorosła osobą. Bardzo podobało mi się to, że Martysia mimo tego wszystkiego czego doświadczyła chciała być po prostu dobrym człowiekiem. Zadziwiające jest to, że w tej całej biedzie, w której żyła cała wieś Dąbrowa, ludzie byli dla siebie tacy dobrzy i pomocni. Muszę przyznać, że czytając te opowieści o pomaganiu sobie wzajemnie w pracach polowych i obowiązkach domowych, bardzo mnie zaskoczyło. Czyżby tylko w takich okolicznościach ludzie umieli sobie pomagać? Czy trzeba znaleźć się w aż takich strasznych okolicznościach by móc odkryć co to jest prawdzie dobro?

Martysia ma dziś 85 lat i jeszcze życie przed sobą. Potrafi też powiedzieć, że jest szczęśliwą osobą. Mimo swoich przeżyć dochodzi do takich wniosków. Jej dzieciństwo i młodość przypadły na bardzo trudne czasy, ale Martysia doskonale sobie poradziła. Jej walka o zdobycie wymarzonego zawodu, mimo wielu przeciwności była bez mała bohaterska. To, że była konsekwentna i umiała sobie wyznaczać cele, sprawiło, że w dorosłym życiu kobieta mogła o sobie powiedzieć, że jest szczęśliwa. Książka to piękna opowieść o trudnym, ale i bardzo wartościowym życiu jej bohaterki.

Jeżeli czytałaś(eś) już tę książkę, proszę podziel się ze mną swoimi odczuciami w komentarzu. Jeżeli jeszcze nie miałaś(eś) okazji zapoznać się z jej treścią, liczę na to, że moja opinia Cię do tego zachęci. Czekam na Twoje wrażenia w komentarzu. Czy Twoim zdaniem książka warta jest poświęcenia chwili uwagi? Napisz do mnie

5 1 Zagłosuj
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Agnieszka D.

Bardzo dziękuję za miłą recenzję książki mojej Mamy.

Marek

Jako najstarszy syn Martysi pragnę podziękować za recenzję książki naszej mamy. Jednak wkradły się do niej pewne nieścisłości. W 1935 r Martysi urodziła się ( nie miała 4 lat), a jej wymarzonym zawodem miał być zawód nauczyciela. Jednak okoliczności przedstawione w książce sprawiły, że zawodem tym na ponad 50 łat stało się krawiectwo

Marek

W tej chwili właśnie jest w trakcie pisania dalszych losów Martysi już na ziemi sztumskiej.